środa, 24 lipca 2013

24/07/13 *Z internetowego pamiętnika*

Dzisiejszy dzień z pewnością można zaliczyć do udanych :). W końcu, mimo jesiennej pogody, ruszyłam się z domu ze znajomymi. A dokładniej z jedną. 
Co prawda ten iście towarzyski dzień miał się rozpocząć już o 11, wczesnym spotkaniem z Karo, jednak biedaczka się rozchorowała. Za to ja dałam popis swoim organizatorskim umiejętnością i wstając o 10.08, wykonując wszystkie poranne czynności itd. oraz wyskakując do piekarni po chleb miałam już wszystko zrobione i zostało mi jeszcze ... 15 minut do 11! Potem dostałam sms informujący, że niestety moja droga K. się rozchorowała i nie mamy się jak spotkać. W międzyczasie poczytałam, rozwiązałam kilka sudoku i napisałam o zaistniałej sytuacji do Olywii. Jednak mimo wszystko spotkałyśmy się, a ja mimo wszystko- zdążyłam. I tak, to jest dziwne, bo ja wiecznie się spóźniam, szczególnie na spotkania ze znajomymi. Ale Olywia spóźniła się bardziej, więc wychodzi, że byłam punktualna (:D). Połaziłyśmy po mieście, zaszłyśmy do naszego ulubionego sh, skąd wyszłam z nową bluzką (cud, miód i orzeszki), poszłyśmy do jeszcze innego i potem do Deichmana. O. kupiła sobie buty i była zadowolona, ja też. No i jakoś tak wyszło, że wylądowałyśmy w Lidlu. Może nie jakoś, tylko dokładniej przeze mnie, ale jak zobaczyłam z gazetce *książki za jedyne 10,99 zł*, a wśród kilku pozycji Intruza, to od razu wiedziałam, że muszę go zdobyć. A że jakoś nigdy nie było mi po drodze powiedzieć o tym rodzicom, to musiałam sama się pofatygować. A uwierzcie mi, że przejście całego miasta, to nie jest w zasadzie najprzyjemniejsza rzecz, jaka mnie spotkała. Jednak dałam radę, więc z uśmiechami na twarzy (O. buty, ja-książka) wybrałyśmy się w drogę powrotną. Jakimś cudem, choć trochę obolałe, dotarłyśmy dzielnie pod mój blok. O. poszła jeszcze na miasto, a ja do domu, obierać ziemniaki.
Ogólnie było baaardzo fajnie, trochę sobie pogadałyśmy, trochę się pośmiałyśmy. Mam nadzieję że do mojego wyjazdu uda nam się jeszcze z raz spotkać.

A oto i pamiątki po dzisiejszym wyjściu (tak, Olywia zrobiła mi bransoletkę z muliny Z MOIM IMIENIEM!!! Jaram się, jest piękna *.*. Pytała mnie niedawno o trzy kolory, i przypadkowo wyszły kolory Barcy ;))     


 
PS.1 jak widzicie nowy dział. Mam nadzieję że jeszcze tu zagości, podoba wam się ?
(z internetowego pamiętnika)
P.S.2 jak się sprężę to zaplanuję kilka postów na czas mojego wyjazdu, może nie poczujecie, że mnie nie ma? (No dobra, wolałabym, żebyście zauważyli.) 
Powiem tylko, że będzie książkowo (przynajmniej to, co robię dziś ;) 

2 komentarze:

  1. Jutro pojawi się jeszcze Outfit :) A w piątek recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. też robię takie meksykanki :)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie komentarze czytam, za wszystkie dziękuję. Spam nie będzie tolerowany, a konstruktywna krytyka- owszem. :)